Zorza polarna na Spitsbergenie nie jest zwykłą atrakcją turystyczną. To jest Arktyka. Prawdziwa, ciemna, zimna, surowa i bardzo konkretna. W grudniu w Longyearbyen trwa noc polarna, czyli Słońce nie wschodzi nad horyzont. O 10:00 rano jest ciemno, o 14:00 jest ciemno, o 18:00 jest ciemno. I właśnie wtedy można ruszyć w teren specjalnym pojazdem SnowCat, wyjechać poza światła miasta i spróbować zobaczyć zorzę polarną nad śniegiem, górami i zamarzniętą doliną.
To była jedna z najbardziej arktycznych rzeczy, jakie zrobiłem. SnowCat ryczy w ciemności, gąsienice przesuwają się po śniegu, mróz około -30°C szczypie w twarz, a przewodnik jedzie z bronią, bo poza Longyearbyen nie jesteśmy już w zwykłej turystycznej przestrzeni. To jest Svalbard – teren niedźwiedzi polarnych, lodu, śniegu, wiatru i zasad bezpieczeństwa, których nie traktuje się jak dekoracji.
Wyprawa SnowCat nie była dla mnie tylko „przejażdżką”. To było doświadczenie polarnej nocy: ciemność przez całą dobę, czerwony pojazd w środku białej pustki, przystanki na zdjęcia, szukanie zorzy, próba obsługi GoPro i iPhone’a w grubych rękawicach, ogrzewanie się w kabinie, rozmowy z przewodnikiem i świadomość, że wystarczy kilka minut na zewnątrz, żeby zrozumieć, dlaczego Arktyka wymaga pokory.
Spis treści
- Dlaczego warto wybrać SnowCat na Spitsbergenie?
- To jest Arktyka, nie zwykła wycieczka
- Noc polarna na Svalbardzie
- Co to jest SnowCat?
- Jak wygląda wyprawa SnowCat z Longyearbyen?
- Temperatura, mróz i odczuwalne zimno
- Dlaczego przewodnik jest uzbrojony?
- Strefa bezpieczeństwa w Longyearbyen
- Zorza polarna na Spitsbergenie
- Film z wyprawy na Svalbardzie
- Jak robiłem zdjęcia zorzy: GoPro, iPhone i statyw
- Ustawienia GoPro do zdjęć zorzy
- Jak się ubrać na SnowCat przy -30°C?
- Przystanki, ogrzewanie i realia wyprawy
- Dla kogo jest taka wycieczka?
- Praktyczne informacje
- Zobacz też
- FAQ – zorza polarna na Spitsbergenie i SnowCat
- Galeria zdjęć: SnowCat, zorza i polarna noc na Spitsbergenie
Dlaczego warto wybrać SnowCat na Spitsbergenie?
SnowCat jest jednym z najciekawszych sposobów, żeby zimą wyjechać poza Longyearbyen bez wsiadania na skuter śnieżny i bez długiej, fizycznie wymagającej wyprawy. To pojazd z gąsienicami, zaprojektowany do jazdy po śniegu, lodzie i trudnym terenie. Dzięki temu można bezpiecznie przejechać w miejsca, gdzie zwykły samochód nie ma żadnego sensu.
Największą zaletą SnowCata jest połączenie trzech rzeczy: Arktyki, bezpieczeństwa i dostępności. Czujesz, że jesteś poza miastem, w polarnej nocy, w zimowym krajobrazie Svalbardu, ale jednocześnie masz przewodnika, pojazd, ogrzewaną przestrzeń i możliwość szybkiego schronienia się przed mrozem. Przy -30°C to nie jest detal. To jest zasadnicza różnica między przygodą a głupotą.
Dla mnie to była bardzo dobra forma pierwszego arktycznego wyjazdu poza Longyearbyen zimą. Nie musiałem prowadzić skutera, nie musiałem samodzielnie planować trasy, nie musiałem analizować, gdzie zaczyna się teren niedźwiedzi polarnych. Mogłem skupić się na doświadczeniu: ciemności, zimnie, świetle zorzy i tym dziwnym poczuciu, że jesteśmy daleko od normalnego świata.
To jest Arktyka, nie zwykła wycieczka
Najważniejsze zdanie tego wpisu brzmi: to jest Arktyka. Nie park krajobrazowy przy mieście, nie zimowy spacer w górach, nie kulig z grzanym napojem. Svalbard leży bardzo daleko na północy, między Norwegią kontynentalną a biegunem północnym. Longyearbyen jest osadą, ale wokół zaczyna się teren dziki, zimny i realnie niebezpieczny.
Na Spitsbergenie trzeba zmienić myślenie. W normalnym miejscu, jeśli widzisz drogę, możesz pomyśleć: „pójdę jeszcze kawałek”. W Longyearbyen patrzysz na mapę strefy bezpieczeństwa i znaki ostrzegające przed niedźwiedziami polarnymi. Poza miastem nie wychodzi się przypadkowo. Przewodnik nie ma broni dla klimatu ani do zdjęć. Ma ją dlatego, że takie są realia miejsca.
To właśnie sprawia, że wyprawa SnowCat robi takie wrażenie. Siedzisz w pojeździe, jedziesz przez ciemność, widzisz góry i śnieg, a jednocześnie wiesz, że nie jesteś na zwykłej atrakcji. Jesteś w środowisku, które jest piękne, ale nie jest dla człowieka naturalnie przyjazne. I to czuć od pierwszych minut.
Noc polarna na Svalbardzie
Noc polarna na Svalbardzie to coś więcej niż „długi wieczór”. W najciemniejszym okresie, mniej więcej od 14 listopada do 29 stycznia, Słońce nie podnosi się na tyle wysoko, żeby dać normalny dzień. W Longyearbyen cały rytm podróży przestaje działać według znanego schematu. Rano jest ciemno. W południe jest ciemno. Po południu też jest ciemno.
Dla obserwacji zorzy to warunek idealny: ciemność trwa przez całą dobę, więc teoretycznie zorzę można zobaczyć nie tylko nocą, ale nawet w środku dnia. Praktycznie oczywiście nadal potrzebne są odpowiednie warunki: aktywność geomagnetyczna, czyste niebo i miejsce oddalone od świateł. Dlatego SnowCat wyjeżdża z Longyearbyen w teren, z dala od miejskiego oświetlenia.
Noc polarna daje też specyficzny klimat. Śnieg odbija słabe światła, góry są ciemnymi sylwetkami, a każdy punkt światła – latarka, reflektor, okno pojazdu – wydaje się mocniejszy. W takiej scenerii nawet sama jazda ma sens, niezależnie od tego, czy zorza danego dnia będzie mocna, słaba, czy tylko ledwo widoczna na zdjęciach.
Co to jest SnowCat?
SnowCat to duży pojazd gąsienicowy przeznaczony do jazdy po śniegu, lodzie i trudnym zimowym terenie. W praktyce przypomina połączenie ratraka, pojazdu ekspedycyjnego i małego transportera arktycznego. Zamiast kół ma szerokie gąsienice, które rozkładają ciężar na dużą powierzchnię. Dzięki temu nie zapada się tak łatwo w śniegu i może poruszać się tam, gdzie zwykły samochód od razu by utknął.
W wersji turystycznej SnowCat ciągnie albo posiada ogrzewaną kabinę pasażerską. W środku można usiąść, schować się przed wiatrem, ogrzać dłonie, sprawdzić zdjęcia i na chwilę wrócić do normalnego czucia palców. Na zewnątrz jest Arktyka. W środku jest tymczasowa baza. Ta różnica jest ogromna.
SnowCat nie jest szybki jak skuter śnieżny. I bardzo dobrze. To nie jest wyścig. To jest pojazd do bezpiecznego, spokojnego przejazdu przez polarny krajobraz. Jedzie ciężko, stabilnie i trochę teatralnie. Słychać silnik, czuć pracę gąsienic, a za oknem przesuwa się ciemność Svalbardu.

Jak wygląda wyprawa SnowCat z Longyearbyen?
Wyprawa zaczyna się w Longyearbyen. Zbiera się grupa, przewodnik omawia zasady, wsiadamy do pojazdu i wyjeżdżamy z miasta. Już po chwili zaczyna się inny świat: mniej świateł, więcej śniegu, góry, ciemność i przestrzeń. Kierunek zależy od warunków, ale typowe wyjazdy prowadzą przez okolice Longyearbyen i zamarzniętą dolinę Adventdalen.
Najważniejsze są postoje. SnowCat zatrzymuje się w miejscach, gdzie można wysiąść, spojrzeć w niebo, zrobić zdjęcia, sprawdzić, czy pojawia się zorza, i poczuć teren. Wtedy dopiero rozumiesz różnicę między siedzeniem w pojeździe a staniem w polarnej nocy. W środku jest wygodnie. Na zewnątrz każdy ruch staje się bardziej świadomy.
Podczas naszej wyprawy była zorza, było zimno, były zdjęcia, były próby ustawiania GoPro, była walka z rękawiczkami i było to bardzo konkretne doświadczenie, które trudno porównać z normalną zimową wycieczką. To nie była tylko obserwacja z okna. Trzeba było wysiąść, ustawić sprzęt, stać w mrozie i czekać na światło nad górami.
Temperatura, mróz i odczuwalne zimno
Podczas wyprawy temperatura wynosiła około -30°C. I tu trzeba od razu doprecyzować: największym problemem nie jest samo siedzenie w SnowCacie. W pojeździe można się ogrzać. Problem zaczyna się wtedy, gdy wysiadasz na zewnątrz i próbujesz zrobić zdjęcia. Wtedy mróz natychmiast atakuje dłonie, twarz i stopy.
Przy -30°C zwykłe czynności stają się trudniejsze. Wyjęcie telefonu, ustawienie statywu, poprawienie GoPro, dotknięcie metalowego elementu, sprawdzenie kadru, zmiana ustawień – wszystko trwa dłużej i kosztuje więcej energii. Po chwili przestajesz myśleć o idealnej kompozycji, a zaczynasz myśleć o tym, czy czujesz jeszcze palce.
To był jeden z najmocniejszych elementów tej wyprawy. Zimno nie było dodatkiem do opowieści. Było częścią opowieści. Właśnie dlatego SnowCat jest tak sensowny: daje możliwość wyjścia w arktyczną przestrzeń, ale też powrotu do ogrzewanej kabiny. Bez tego przy takiej temperaturze bardzo szybko kończy się romantyzm polarnej nocy.
Dlaczego przewodnik jest uzbrojony?
Przewodnik na Svalbardzie jest uzbrojony nie dlatego, że to wygląda efektownie, tylko dlatego, że poza Longyearbyen istnieje realne ryzyko spotkania niedźwiedzia polarnego. To nie jest zoo, park narodowy z barierkami ani film przyrodniczy. To jest naturalny teren dużego drapieżnika.
Broń nie jest pierwszym narzędziem działania. Najważniejsze są unikanie ryzyka, obserwacja terenu, zasady poruszania się, środki odstraszające i doświadczenie przewodnika. Ale sama obecność broni bardzo jasno pokazuje, że poza granicą osady zaczyna się inna rzeczywistość. W Europie rzadko czujemy to tak dosłownie.
Dla mnie to był bardzo ważny moment mentalny. Kiedy jedziesz w SnowCacie, widzisz przewodnika przygotowanego jak do pracy w Arktyce, a nie jak animatora turystycznego. I wtedy rozumiesz, że ta wyprawa jest bezpieczna właśnie dlatego, że ktoś traktuje zasady poważnie.
Strefa bezpieczeństwa w Longyearbyen
W Longyearbyen istnieje wyznaczona strefa, w której można poruszać się bez ochrony przed niedźwiedziami polarnymi. Obejmuje centrum miasta i najbliższe okolice. Na mapie jest zaznaczona przerywaną linią. Poza nią nie wychodzi się „po prostu na spacer”. To jedna z najważniejszych rzeczy, które trzeba zrozumieć na Svalbardzie.
Na granicach strefy stoją znaki ostrzegające przed niedźwiedziami polarnymi. W wielu miejscach świata takie znaki traktuje się jak atrakcję do zdjęcia. Tutaj są instrukcją. Dalej zaczyna się przestrzeń, w której człowiek nie jest już na szczycie łańcucha pokarmowego. To brzmi mocno, ale dokładnie tak się to czuje na miejscu.
Podczas jednego z postojów przewodnik opowiadał, że kilka lat wcześniej niedźwiedź polarny wszedł do miasta i miał chodzić od restauracji do restauracji, szukając śmieci. Nie wiem, czy była to lokalna opowieść, czy dokładnie udokumentowana historia, ale dobrze oddaje jedną rzecz: na Svalbardzie granica między miastem a dziką Arktyką jest dużo cieńsza, niż się wydaje.


Zorza polarna na Spitsbergenie
Zorza polarna na Spitsbergenie ma szczególny klimat, bo ogląda się ją w miejscu, gdzie sama ciemność jest już zjawiskiem. Podczas polarnej nocy nie czekasz na wieczór. Wieczór trwa cały dzień. Dzięki temu, jeśli pogoda i aktywność słoneczna pozwolą, zorza może pojawić się w godzinach, które w innych miejscach Europy nie kojarzą się z nocną obserwacją.
Na naszych zdjęciach zorza ma delikatny zielony kolor, miejscami przechodzący w subtelne czerwono-fioletowe tony. Trzeba jednak pamiętać, że aparat widzi więcej niż oko. Przy długim czasie naświetlania matryca zbiera światło przez kilkanaście albo kilkadziesiąt sekund. Gołym okiem zorza może wyglądać słabiej, bardziej mlecznie, czasem prawie jak jasna chmura. Dopiero zdjęcie pokazuje, że to naprawdę zielone światło.
Dla mnie najważniejsze było nie tylko to, że zorza się pojawiła. Najważniejsze było, gdzie się pojawiła. Nad Spitsbergenem, w polarnej nocy, przy -30°C, nad czerwonym SnowCatem, w śniegu i ciszy. To nie jest widok, który da się pomylić z czymkolwiek innym.
Film z wyprawy na Svalbardzie
Film zostawiam w artykule, bo ruch, dźwięk i ciemność lepiej pokazują klimat wyprawy niż same zdjęcia. Zdjęcie zatrzymuje zorzę, ale film pomaga zrozumieć, jak wygląda arktyczna noc: pojazd, światła, śnieg, ludzie w grubych ubraniach i powolne tempo działania w mrozie.
Jak robiłem zdjęcia zorzy: GoPro, iPhone i statyw
Na wyprawę zabrałem GoPro 10 Black z baterią Arctic Enduro oraz iPhone’a 13 Pro. Spodziewałem się, że największym problemem będzie bateria. Wszyscy mówili, że iPhone może wyłączyć się na mrozie po chwili. Ku mojemu zaskoczeniu działał dobrze nawet w bardzo zimnych warunkach. Nie znaczy to, że zawsze tak będzie, ale u mnie telefon przetrwał lepiej, niż oczekiwałem.
GoPro spisało się bardzo dobrze. Najbardziej przydatna okazała się kontrola głosowa. To brzmi jak funkcja z reklamy, dopóki nie stoisz na Spitsbergenie przy -30°C i nie przestajesz czuć palców. Wtedy każde dotykanie małych przycisków w rękawicach staje się problemem. Komenda głosowa nagle robi się bardzo praktyczna.
Najważniejszy był jednak statyw. Bez statywu zdjęcia zorzy przy długim czasie naświetlania po prostu nie mają sensu. Nawet mały ruch ręką rozmazuje kadr. Wybrałem mały statyw, żeby nie zabierać dużego sprzętu. To była dobra decyzja, ale z jedną uwagą: przy takim ubraniu, butach i mrozie schylanie się do małego statywu jest komiczne i niewygodne. Po kilku próbach człowiek odkrywa, że albo klęczy, albo kładzie się w śniegu.
Ustawienia GoPro do zdjęć zorzy
Do zdjęć zorzy używaliśmy ustawień: ISO 1000 i czas naświetlania 30 sekund. To oznacza, że kamera musi być absolutnie stabilna. GoPro na statywie działało dobrze, ale trzeba pamiętać, że 30 sekund to długo. Jeśli zorza porusza się szybko, struktura światła może się rozmyć. Jeśli jest słaba, dłuższa ekspozycja pomaga ją wydobyć.
Nie traktowałbym tych ustawień jako jednego magicznego przepisu. To był dobry zestaw dla naszych warunków, naszego sprzętu i tej konkretnej zorzy. Przy mocniejszej zorzy skróciłbym czas. Przy słabszej można eksperymentować z dłuższym naświetlaniem i ISO. Najważniejsze jest jednak, żeby przed wyjazdem wiedzieć, gdzie w sprzęcie zmienia się tryb nocny, ISO i czas. Na mrozie nie ma czasu na uczenie się menu kamery.
Przy fotografii arktycznej trzeba też myśleć o bateriach. Zapasową baterię najlepiej trzymać blisko ciała, nie w zewnętrznej kieszeni plecaka. Telefon też warto trzymać pod kurtką. Zimno zabija elektronikę szybciej niż normalne użytkowanie.
| Sprzęt | Co się sprawdziło? | Uwaga z wyprawy |
|---|---|---|
| GoPro 10 Black | Tryb nocny, długa ekspozycja, kontrola głosowa | Kontrola głosowa była bardzo przydatna, bo palce szybko marzną. |
| Bateria Arctic Enduro | Dobra odporność na zimno | Warto mieć zapasową baterię przy ciele. |
| iPhone 13 Pro | Działał lepiej niż oczekiwałem | Telefon nie wyłączył się od razu, ale i tak trzeba chronić go przed mrozem. |
| Mały statyw | Konieczny do długiego naświetlania | Praktyczny w transporcie, ale trudny do ustawiania w grubych ubraniach. |
| Ustawienia GoPro | ISO 1000, 30 sekund | Dobre dla słabszej zorzy, ale przy mocniejszej warto testować krótszy czas. |
Jak się ubrać na SnowCat przy -30°C?
Na SnowCat przy -30°C trzeba ubrać się tak, jakbyś miał nie jechać pojazdem, tylko stać na zewnątrz w arktycznej nocy. Bo właśnie tak będzie podczas postojów. Ogrzewana kabina pomaga, ale zdjęcia, obserwacja zorzy i kontakt z krajobrazem dzieją się poza pojazdem.
Najważniejsza jest warstwowość. Przy ciele dobra bielizna termiczna, najlepiej wełna merino. Na to warstwa izolacyjna: polar, gruby sweter, ocieplina. Na zewnątrz kurtka zimowa lub puchowa, odporna na wiatr. Do tego ocieplane spodnie, grube skarpety, zimowe buty z dobrą podeszwą, czapka, komin, osłona twarzy i naprawdę ciepłe rękawice.
Najbardziej zdradliwe są dłonie. Do zdjęć chcesz mieć sprawne palce, ale przy takim mrozie cienkie rękawiczki nie wystarczają. Najlepiej mieć system: cienkie rękawiczki do obsługi sprzętu i grube rękawice na wierzch. Do tego ogrzewacze chemiczne. Przy -30°C nie ma sensu udawać, że jakoś to będzie.
- Bielizna termiczna: najlepiej wełna merino lub bardzo dobra warstwa techniczna.
- Warstwa środkowa: polar, sweter wełniany, ciepła bluza lub ocieplina.
- Kurtka: puchowa albo bardzo ciepła zimowa, odporna na wiatr.
- Spodnie: ocieplane, narciarskie lub arktyczne.
- Buty: zimowe, izolowane, z grubą podeszwą.
- Skarpety: grube, najlepiej wełniane.
- Głowa i twarz: czapka, kaptur, komin, maska lub buff.
- Dłonie: cienkie rękawiczki techniczne plus bardzo ciepłe rękawice zewnętrzne.
- Dodatki: ogrzewacze chemiczne, powerbank, zapasowe baterie, latarka czołowa.
Przystanki, ogrzewanie i realia wyprawy
Jedno ze zdjęć z tej wyprawy pokazuje grupę siedzącą w środku, przy świetle latarek, w grubych kurtkach, z czapkami i telefonami w rękach. To bardzo prawdziwy obraz. Po kilku minutach na zewnątrz człowiek wraca do środka nie dlatego, że mu się nudzi, tylko dlatego, że musi się ogrzać.
W SnowCacie robi się coś, co w normalnej wycieczce nie jest potrzebne: zarządza się ciepłem. Wychodzisz, robisz zdjęcia, obserwujesz niebo, marzną palce, wracasz, ogrzewasz się, sprawdzasz zdjęcia, poprawiasz ustawienia, znowu wychodzisz. Ten rytm jest częścią wyprawy. I właśnie dlatego pojazd z ogrzewaną kabiną ma sens.
To też dobry moment na sprawdzanie zdjęć. W terenie, przy mrozie i ciemności, łatwo wydaje się, że wszystko wyszło dobrze. Dopiero w kabinie, przy świetle, widzisz, czy kadr jest ostry, czy statyw się nie poruszył, czy GoPro dobrze złapało zorzę, czy telefon nie prześwietlił śniegu. SnowCat jest więc nie tylko transportem, ale też mobilną bazą fotograficzną.

Dla kogo jest taka wycieczka?
SnowCat na Spitsbergenie jest dla osób, które chcą poczuć Arktykę, ale niekoniecznie chcą od razu prowadzić skuter śnieżny albo iść na wymagającą wyprawę pieszą. To dobry wybór dla fotografów, dla osób polujących na zorzę, dla podróżników ciekawych polarnej nocy i dla tych, którzy chcą bezpiecznie wyjechać poza Longyearbyen.
Nie jest to jednak atrakcja dla każdego. Jeśli ktoś źle znosi zimno, ciemność, postoje w nocy i brak pełnej kontroli nad warunkami, może być mu trudno. Zorza nie jest gwarantowana. Pogoda może się zmienić. Mróz jest prawdziwy. Postoje są zimne. Trzeba być gotowym na to, że część wyprawy to po prostu czekanie w arktycznym terenie.
Dla mnie właśnie to było najciekawsze. Nie komfort, tylko doświadczenie. SnowCat daje możliwość wejścia w Arktykę na tyle bezpiecznie, żeby wrócić z dobrymi wspomnieniami, ale na tyle realnie, żeby nie pomylić Svalbardu z turystyczną scenografią.
Praktyczne informacje
- Miejsce: Longyearbyen, Spitsbergen, archipelag Svalbard, Norwegia.
- Rodzaj wycieczki: wyprawa SnowCat / Northern Lights Safari podczas polarnej nocy.
- Cel: wyjazd poza światła Longyearbyen, obserwacja zorzy polarnej i arktycznego krajobrazu.
- Sezon: zima i noc polarna; najciemniejszy okres polarnej nocy trwa mniej więcej od 14 listopada do 29 stycznia.
- Temperatura z naszej wyprawy: około -30°C.
- Przewodnik: lokalny, przygotowany do warunków arktycznych, uzbrojony ze względu na bezpieczeństwo poza osadą.
- Sprzęt foto: GoPro 10 Black, bateria Arctic Enduro, iPhone 13 Pro, mały statyw.
- Ustawienia GoPro: ISO 1000, czas naświetlania 30 sekund, koniecznie statyw.
- Największe wyzwanie: obsługa sprzętu przy mrozie i szybko marznące palce.
- Najważniejsza rada: ubierz się tak, jakbyś miał stać w bezruchu na zewnątrz przy -30°C, nie jak na zwykły zimowy spacer.
Czy warto wybrać SnowCat na zorzę polarną na Spitsbergenie?
Tak, zdecydowanie warto, jeśli chcesz przeżyć coś naprawdę arktycznego. Nie chodzi tylko o zorzę. Chodzi o cały kontekst: noc polarną, ciemność, śnieg, gąsienicowy pojazd, mróz, przewodnika z bronią, świadomość niedźwiedzi polarnych i to poczucie, że wyjeżdżasz poza granicę normalnego miasta.
Zorza jest oczywiście najpiękniejszym elementem. Ale nawet gdyby była słaba, sama wyprawa miałaby sens. SnowCat pozwala zobaczyć zimowy Svalbard z perspektywy, której nie da się uzyskać podczas spaceru po Longyearbyen. To jest wyjazd poza bezpieczną codzienność miasteczka, ale z zabezpieczeniem, przewodnikiem i sprzętem.
Dla mnie to było jedno z tych doświadczeń, które zostają w pamięci nie jako lista atrakcji, tylko jako zestaw obrazów: czerwony SnowCat, zielonkawa zorza, śnieg, ciemne góry, zimno na twarzy, mały statyw w śniegu i powrót do ogrzewanej kabiny, kiedy dłonie już naprawdę miały dość.
Zobacz też
- Zorza polarna na Spitsbergenie – aktualny wpis
- Longyearbyen zimą – polarna noc, mróz, renifery i moje przygody na Spitsbergenie
- Psie zaprzęgi na Svalbardzie – Green Dog i noc polarna
- Zorza polarna w Tromsø – polowanie, wskazówki i relacja
- Kolory zorzy polarnej – zielony, czerwony, fioletowy i niebieski
- Norwegia – wszystkie wpisy na blogu
- Pogoda w podróży – sprawdź warunki przed wyjazdem
FAQ – zorza polarna na Spitsbergenie i SnowCat
SnowCat to duży pojazd gąsienicowy przystosowany do jazdy po śniegu, lodzie i trudnym terenie Arktyki. Dzięki szerokim gąsienicom może poruszać się tam, gdzie zwykły samochód nie ma sensu. Podczas wycieczek z Longyearbyen służy do bezpiecznego wyjazdu w teren podczas polarnej nocy.
SnowCat pozwala wyjechać poza światła Longyearbyen, w ciemność polarnej nocy. Dzięki temu łatwiej obserwować zorzę, jeśli pogoda i aktywność geomagnetyczna są sprzyjające. Pojazd daje też możliwość ogrzania się między postojami.
Najciemniejszy okres nocy polarnej na Svalbardzie trwa mniej więcej od 14 listopada do 29 stycznia. Wtedy Słońce nie wschodzi nad horyzont, a ciemność trwa praktycznie przez całą dobę.
Podczas opisanej wyprawy temperatura wynosiła około -30°C. W pojeździe można się ogrzać, ale podczas postojów na zdjęcia i obserwację zorzy mróz bardzo szybko odczuwa się na dłoniach, twarzy i stopach.
Poza Longyearbyen istnieje realne ryzyko spotkania niedźwiedzia polarnego. Przewodnik jest uzbrojony ze względu na procedury bezpieczeństwa i ochronę grupy. Broń nie jest atrakcją, tylko elementem przygotowania do poruszania się poza osadą w Arktyce.
Strefa bezpieczeństwa to obszar obejmujący Longyearbyen i najbliższe okolice, w którym można poruszać się bez zabezpieczenia przeciw niedźwiedziom polarnym. Poza tą strefą nie powinno się wychodzić samodzielnie bez przygotowania, przewodnika lub odpowiedniej ochrony.
Podczas tej wyprawy używaliśmy GoPro 10 Black z ustawieniem ISO 1000 i czasem naświetlania 30 sekund. Kamera musi stać na statywie, bo przy tak długim czasie każde poruszenie zepsuje zdjęcie.
Podczas tej wyprawy iPhone 13 Pro działał dobrze mimo bardzo niskiej temperatury. Nie znaczy to jednak, że zawsze tak będzie. Przy arktycznym mrozie telefon najlepiej trzymać blisko ciała i mieć powerbank.
Trzeba ubrać się bardzo ciepło i warstwowo: bielizna termiczna, warstwa izolacyjna, puchowa kurtka, ocieplane spodnie, zimowe buty, wełniane skarpety, czapka, osłona twarzy i bardzo ciepłe rękawice. Przy -30°C szczególnie szybko marzną dłonie.
Nie. Zorza nigdy nie jest gwarantowana. Potrzebna jest aktywność geomagnetyczna, ciemność i możliwie czyste niebo. Noc polarna zwiększa szanse obserwacji, ale pogoda i aktywność słoneczna nadal decydują o efekcie.
Tak, jeśli chcesz bezpiecznie doświadczyć zimowego Svalbardu poza samym miasteczkiem. SnowCat łączy arktyczny krajobraz, noc polarną, możliwość obserwacji zorzy, przewodnika i ogrzewaną kabinę, do której można wrócić podczas postojów.
Galeria zdjęć: SnowCat, zorza i polarna noc na Spitsbergenie





